Strona wykorzystuje pliki Cookies m.in. w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce - Polityka prywatności.

Intymne problemy kobiet, czyli w czym ci pomoże fizjoterapeutka uroginekologiczna

Intymne problemy kobiet, czyli w czym ci pomoże fizjoterapeutka uroginekologiczna

Jak przekonać kobiety do wizyt u fizjoterapeutki uroginekologicznej, skoro wiele z nas nie kontroluje się nawet u ginekologa i to całymi latami? Co innego niż ginekolog może mi dać fizjoterapeutka kobieca?

Przede wszystkim chciałabym, żeby kobiety regularnie chodziły do ginekologów.  To straszne, że wiele z nich nie robi tego choćby raz w roku. Ginekolog bada pod kontem wszystkich chorób, które są zagrożeniem dla zdrowia i życia kobiet, dlatego staram się jak najwięcej rozmawiać na ten temat z moimi pacjentkami.

Warto wiedzieć, że ginekolog bada inaczej i ja badam inaczej. My fizjoterapeuci patrzymy całościowo na ciało kobiety, nie tylko i wyłącznie przez pryzmat narządów rodnych. Dlatego tak bardzo chciałabym, żeby kobiety chodziły i do ginekologa, i do fizjoterapeuty uroginekologicznego.

Czym różni się badanie, które wykonujesz Ty – fizjoterapeutka uroginekologiczna od badania przeprowadzanego przez ginekologa?

U fizjoterapeuty kobiecego wizyta zawsze zaczyna się od badania postawy ciała i sprawdzenia oddechu, a dopiero później wykonujemy badanie przez pochwę. Ale ono wygląd nieco inaczej. Na samym początku badamy napięcie mięśni dna miednicy z zewnątrz. Jeszcze nie wykonując badania per vaginum, sprawdzamy reakcję mięśni dna miednicy na kaszel, parcie i skurcz. Sprawdzamy też czucie w obrębie krocza, oceniamy ewentualne blizny.

I dopiero później, wykonując już badanie przez pochwę, sprawdzamy funkcje mięśni, czego ginekolodzy generalnie nie sprawdzają. Badamy siłę skurczu mięśni, ich wytrzymałość i koordynację, sprawdzamy jak pracuje przednia ściana pochwy, tylna ściana pochwy i czy pacjentka potrafi się rozluźnić. I właśnie z tym kobiety mają największy problem – potrafią napiąć mięśnie dna miednicy, ale nie potrafią ich rozluźnić. Tymczasem dno miednicy, żeby móc pracować prawidłowo, musi umieć i jedno, i drugie. To jest warunek dobrego, funkcjonalnego dna.

Na pewno wizyta u nas, fizjoterapeutów uroginekologicznych, trwa dużo dłużej. Ja sobie daję do półtorej godziny dla każdej pacjentki i w trakcie tej wizyty pytam w zasadzie o wszystko.


O wszystko, czyli?

Rozmowę zawsze zaczynam od historii porodowej, jeśli oczywiście kobieta w ogóle rodziła. Pytam, ile przeszła ciąż i porodów, w jaki sposób rodziła – siłami natury czy przez cesarskie cięcie, ile trwał poród, czy miała nacinane krocze, czy podawano jej oksytocynę. W przypadku kobiet po porodzie, ze względu na gospodarkę hormonalną, ważne jest dla mnie, czy karmi piersią. Pytam, czy jakość ich życia seksualnego się zmieniła. Bo bywa, że zmienia na korzyść, ale może być i tak, że jest gorzej – kobiety na przykład odczuwają ból lub nie osiągają satysfakcji.

W ogóle wszystkie moje pacjentki pytam o współżycie. Czy w trakcie seksu odczuwają ból lub dyskomfort, czy mają pełne czucie w obrębie pochwy i czy doświadczają orgazmów.

Pytam pacjentki, czy mają jakiekolwiek dolegliwości bólowe w miednicy, w kroczu lub w spojeniu łonowym. Pytam również o miesiączki: czy są regularne, na ile obfite, czy w krwi są skrzepy, jak w ogóle wygląda ta krew, czy występują krwawienia pomiędzy.

Czy występują jakiekolwiek choroby ginekologiczne, infekcje moczowe, czy dróg rodnych.

Równie istotne są dla mnie wszelkie dolegliwości jelitowe, a więc to, czy pacjentka nie boryka się na przykład z wzdęciami albo zaparciami. Pytam, czy zauważyła jakikolwiek problem z nietrzymaniem moczu, stolca i gazów.

O tym wszystkim chcę wiedzieć.

Jak na to reagują pacjentki? My kobiety potrafimy o tym wszystkim otwarcie rozmawiać?

Na tym etapie zawodowym, na którym jestem pacjentki darzą mnie zaufaniem i często słyszę w gabinecie, że mówią mi o tym, czego normalnie nie zdradzają nikomu. Właśnie tak chciałam zawsze poprowadzić soje życie zawodowe, żeby pacjentki w moim gabinecie niczego się nie wstydziły, żeby nie było między nami tematów tabu.  I żeby bez skrępowania mówiły o takich rzeczach, co do których po prostu nie mają pewności, czy są normą czy jednak nie, jak choćby gazy pochwowe: czy to, że je mam jest ok, czy powinnam się martwić?

Często pacjentki nie są na tyle zżyte z ginekologiem, żeby miały odwagę zadawać wnikliwe pytania o zdrowie intymne. Mają poczucie, że w gabinecie ginekologicznym nie ma czasu na ich wątpliwości. Dlatego zawsze  dążyłam do tego, żeby pacjentki miały u mnie ten komfort, że mogą zadać wszystkie pytania.

Wspólnie analizujemy wtedy, czy możemy coś zrobić z danym problemem, czy jest potrzebna jeszcze pomoc ginekologa lub w postaci farmakologii. Nigdy nie zostawiam pacjentki bez odpowiedzi, nigdy nie mówię „tak może być, to jest normalne, proszę nauczyć się z tym, żyć”. Nie zostawiam kobiety samej.


Z jakimi problemami kobiety najczęściej do Ciebie przychodzą i czy są to te same problemy, z którymi opuszczają gabinet? Bo jeśli rzeczywiście nie znamy swojego ciała na tyle, żeby wiedzieć, co jest prawidłowe a co nie, rozdźwięk wydaje się być nieunikniony.

Zdecydowanie. Często jest tak, że pacjentki  dopiero w trakcie wywiadu zdają sobie sprawę ze swoich problemów. Wiele moich pacjentek na pytanie, czy przyszły do mnie profilaktycznie czy coś je niepokoi, najczęściej odpowiada, że po porostu są po porodzie i chciałaby się skontrolować. I nagle w trakcie wywiadu okazuje się, że ich miesiączki są na tyle bolesne, że muszą ratować się tabletkami przeciwbólowymi. A to już nie jest norma. Miesiączka w ogóle nie powinna być bolesna, więc jakakolwiek tabletka, którą przyjmujemy w jej trakcie to już jest coś, czemu powinnyśmy się przyjrzeć. Znaleźć przyczynę bólu.

Często jest też tak, że dopiero w rozmowie okazuje się, że kobieta ma bolesne stosunki. Bywa, że gdy zadaję pytanie, czy kiedykolwiek odczuwała ból lub dyskomfort w trakcie seksu, nagle pacjentka uświadamia sobie, że tak i to od zawsze, że całymi latami zmaga się poczuciem ciasnoty w pochwie i nie ma satysfakcji seksualnej. Jeśli jest ból, to ciężko mówić o orgazmie.

Jeszcze innym, wielokrotnie nieuświadomionym problemem jest blizna po cesarskim cięciu. Pacjentki słyszą u ginekologa, że wszystko jest ok. I słusznie, ale trzeba pamiętać, że to ocena stanu blizny po cc pod kontem ginekologicznym. Bo ginekolog ma ocenić, czy blizna jest dobrze zagojona na danym etapie po porodzie, czy w jej obrębie nie ma stanu zapalnego, ale to nie jest koniec tematu.

Fizjoterapeuci oceniają czy przesuwalność tej blizny jest dobra, czy nie doprowadziła do pewnych zaburzeń w ciele. To jest druga strona medalu i to jest praca dla nas. Każda blizna powinna być oceniona, bo może dawać różne objawy, z czego kobiety nie zdają sobie sprawy i uznają je za normę. Dlatego podczas wizyty pytam kobiety po cc, czy blizna na przykład piecze, swędzi, ciągnie albo czy coś się dzieje na zmianę pogody, czy czucie w jej obrębie nie jest zaburzone. Dopiero wtedy pacjentki przyznają, że owszem. A te wszystkie dolegliwości to dla nas sygnały, że blizna jest do pracy.


Zastanawiam się, w którym momencie życia, w jakim wieku i z jakim stopniem zaburzeń po raz pierwszy kobiety trafiają do Twojego gabinetu. Czy my jesteśmy na tyle świadome wagi naszego zdrowia intymnego, że przychodzimy profilaktycznie, czy to jest tak jak z nietrzymaniem moczu: przyjmujemy, że ten problem dotyczy tylko kobiet po menopauzie, a jeśli nawet, nie przyznajemy się do tego.

Większość moich pacjentek to kobiety w przedziale wiekowym pomiędzy 25 a 45 lat. Na szczęście coraz więcej z nich przychodzi po prostu profilaktycznie, np. na rutynową wizytę po porodzie.

Te 45 lat to jakaś magiczna granica, za którą nie mamy szansy sobie pomóc, czy raczej nie mamy świadomości istnienia sposobów radzenia sobie z kobiecymi intymnymi dolegliwościami?

Brakuje świadomości.

Za swój sukces uważam fakt, że pod opieką mam także pacjentki w wieku 80 lat. Trafiły do mnie dzięki swoim córkom. Zazwyczaj podczas którejś wizyty padało pytanie: czy pani pracuje z kobietami po menopauzie. Pracuję z kobietami na każdym etapie ich życia. I tutaj nie ma górnej czy dolnej granicy.

Właśnie – dolna granica. Chciałabym, żeby moje córki były świadome, że powinny mieć nie tylko „swojego” ginekologa, ale także właśnie „swoją” fizjoterapeutkę uroginekologiczną.

Myślę, że to byłoby fajne rozwiązanie. Po pierwsze my jako fizjoterapeutki kobiece możemy dać dojrzewającej dziewczynie sygnał, co jest normą a co nią nie jest. I jeżeli taka dziewczyna boryka się z bólem w trakcie miesiączki i słyszy tylko: „urodzisz dziecko, to Ci przejdzie”, ja jej uświadomię, że to nie jest normalne. Mogę natychmiast zacząć z nią pracować, żeby tego bólu nie było.

Cała profilaktyka: jak prawidłowo sikać, wypróżniać się, kichać i jak kaszleć, to jest coś bezcennego. Gdybyśmy te zasady opanowały w wieku lat 12, o ile mniej przeciążeń fundowałybyśmy swoim mięśniom dna miednicy.

Profilaktyka jest bardzo ważna. Dla przykładu weźmy pod uwagę tylko oddawanie moczu: sikamy średnio 6-8 razy w ciągu dnia, w skali roku to ogromna liczba. Jeśli za każdym razem robimy to źle, czyli napinamy brzuch, przemy i to się dzieje od dzieciństwa, bo byłyśmy na przykład źle odpieluchowane, skutki są druzgocące dla naszej kobiecości. Jeśli jednak taka dziewczynka dowie się o tym w wieku lat 12...

W rzeczywistości o takich rzeczach kobiety dowiadują się dopiero po urodzeniu dziecka, kiedy przychodzą na rutynową kontrolę. Najbardziej bym się cieszyła, gdyby o profilaktyce dna miednicy mówiono na wychowaniu do życia w rodzinie.


Genialna koncepcja! A przecież istnieje wiele obszarów edukacji, jak choćby właśnie wychowanie do życia w rodzinie czy biologia, gdzie dziewczyny powinny być uświadamiane w tym temacie.

Tak, rzeczywiście w szkole jest mnóstwo okazji, żeby młodzież to usłyszała. To jest przyszłość. Kiedyś ktoś mi powiedział, że młodzież nie jest na to gotowa, że będzie się śmiać. Ale ja uważam, że oni się śmieją, bo my robimy wokół tematu niepotrzebny szum. A wystarczyłoby, żeby ktoś wszedł między nich i bez owijania w bawełnę powiedział, do czego prowadzą złe nawyki. Młodzież dużo lepiej przyjmuje takie tematy. Do młodych ludzi trzeba jednak podejść jak do równych sobie. Dużo dzieci ma problem z nietrzymaniem moczu. To jest temat dla nich.

A gazy pochwowe? W okresie dojrzewania, ze względu na intensywne zmiany hormonalne, one są normalne. Tymczasem, kiedy się zdarzają, dziewczyny czują zażenowanie, bo nie wiedzą, że tak może być. A tutaj chodzi przecież o ich samoocenę, samoakceptację.

Pamiętam, że jako dziecko parłam sikając. I zastanawiałam się, dlaczego inne dzieci tak dziwnie – cicho sikają. Z perspektywy czasu wiem, że ja nie wiedziałam jak prawidłowo oddawać mocz. Bo nikt mnie tego nie nauczył.


Jakie najgorsze mity obalasz w swoim gabinecie? Moim ulubionym jest mit o ćwiczeniach mięśni dna miednicy pod tytułem: zaciśnij i trzymaj jak najdłużej, jak najmocniej. Najlepiej na wstrzymanym oddechu.

Sugerowanie kobiecie, że im mocniej, tym lepiej, to zbrodnia. Przychodzą do mnie kobiety, które ćwiczyły pół życia, ale w ogóle nie aktywują dna miednicy. Maja za to spięte pośladki, uda, brzuch, wręcz obciążone mięśnie dna miednicy. Mocne napinanie mięśni dna miednicy to w ogóle nie jest dobry kierunek terapii.

Nawet jeśli problemem jest wytrzymałość mięśni dna miednicy, to nie wypracowuje się jej na maksymalnym skurczu. W terapii skupiam się na tym, żeby nauczyć pacjentkę napięcia na poziomie 20-30%. Przeciętna kobieta nie będzie wiedzieć, jak ma to zrobić. Natomiast wstrzymanie oddechu to jest coś, czego w ogóle nie wykonujemy w trakcie ćwiczeń mięśni dna miednicy.

Moim ulubionym mitem jest ten o ćwiczeniu mięśni Kegla poprzez wstrzymywanie strumienia moczu w trackie mikcji. A prawda jest taka, że te praktyki zaburzają fizjologię mikcji, co może paradoksalnie doprowadzić do nietrzymania moczu. Absolutnie tego nie róbmy.

W dzisiejszych czasach nie powinno się już dawać takich zaleceń. Kiedyś po prostu nie było tak nieograniczonego dostępu do wiedzy, dlatego nie oceniam tego. Trudno mieć pretensje do naszych babć, które nam mówiły, żeby wstrzymywać mocz, a po porodzie ściskać się pasami. One nie mówiły tego, bo chciały, żebyśmy miały obniżenia narządów miednicy mniejszej. One to robiły z dobrej woli, bo tak im poradziły ich mamy, babcie i prababcie. Ale teraz, mając wiedzę, nie możemy sobie dłużej robić krzywdy.


Dopisałabym do tej listy kółko poporodowe…

Tak, kółko poporodowe obciąża dno miednicy, utrudnia gojenie się rany po nacięciu krocza. Niestety do dzisiaj bywa zalecane. To, że takie produkty jak pasy poporodowe czy kółka są dostępne na rynku to dowód, że jest na nie zapotrzebowanie wśród kobiet.

Wydawało mi się, że jestem na tyle aktywna w mediach społecznościowych, że powiedziałam na ten temat już wszystko. A pacjentki wciąż pytają mnie o te przedmioty. Czyli takie podstawy, jakimi dla mnie są problemy wynikające z używania pasów poporodowych, kółka poporodowego, pionizacja po cesarskim cięciu, niewłaściwej postawy ciała, wciąż wymagają nagłaśniania.

A co z kulkami gejszy?

Absolutnie nie chodzimy z kulkami gejszy.

Jak to, przecież podobno wzmacniają mięśnie dna miednicy?

No właśnie musimy  pamiętać, że mięśnie dna miednicy są jak każde inne. Są jak biceps. Jeżeli chcemy wyćwiczyć biceps, napinamy go i rozluźniamy. W kulkach gejszy cały czas chodzimy w napięciu. Jeśli mięśnie dna miednicy cały czas są napięte, w pewnym momencie się zmęczą i będą niewydolne. Siłą rzeczy w pewnym momencie pojawią się problemy z nietrzymaniem moczu. I tak zamyka się koło: stosujemy coś z myślą o profilaktyce nietrzymania moczu, co w efekcie doprowadza do jeszcze większych problemów, na przykład z bóli w obrębie miednicy. Jeśli te mięśnie są cały czas napięte, w pewnym momencie stają się bolesne, bo są niedokrwione.

Jeśli już ktoś ma kulki gejszy w domu, może je używać do zabaw erotycznych lub ewentualnie zastosować do treningu mięśni dna miednicy ok, jako biofeedback. Czasem bywa tak, że kiedy pacjentka ma coś w pochwie lepiej wyczuwa aktywację mięśni dna miednicy. Wtedy  kulki pacjentka aplikuje w pozycji leżącej i ćwiczy z nimi. Po czym, kiedy kończy trening, wyjmuje je. Błędem jest natomiast chodzenie z kulkami gejszy.

Nasze mięśnie miednicy mniejszej nie są stworzone po to, żeby łupać orzechy w pochwie. One mają konkretne funkcje. Kiedy na przykład podnosimy ciężki przedmiot, mają się aktywować i zabezpieczyć nas, a następnie, kiedy ten przedmiot odkładamy, mają się rozluźnić. Powinny mieć idealne spoczynkowe napięcie, które podtrzymuje nasze narządy na miejscu. Jeżeli jednak chodzimy pół dnia z kulkami gejszy, w momencie gdy podniesiemy ten cięższy przedmiot nasze mięśnie będą na tyle zmęczone, że nie będą w stanie nas zabezpieczyć. Występujące wtedy nietrzymanie moczu wcale nie wynika z tego, że mięśnie dna miednicy są zbyt luźne. Wręcz przeciwnie, tam wszystkie struktury są nadmiernie napięte i przez to osłabione. W tej sytuacji mięśnie dna miednicy nie maja szansy pełnić swoich funkcji.


Jaka historia z gabinetu najbardziej zapadła Ci w pamięci? Historia, która być może zmobilizuje inną kobietę, żeby zawalczyła o swoje zdrowie intymne i o siebie.

Kiedy podczas drugiej czy trzeciej wizyty kobieta mówi mi, że jeszcze do niedawna nie wyobrażała sobie nawet, że mogłaby chodzić bez wkładek na nietrzymanie moczu, a teraz nie musi już ich używać, to jest dla mnie ogromny sukces.

Pracuję również z wieloma pacjentkami, które mają bolesne stosunki. Niejednokrotnie to kobiety, które od lat żyją w związkach. Widzę ich łzy, bo dzięki terapii pierwszy raz przeżyły pełny stosunek płciowy, z pełną penetracją, a dotychczas nie było to możliwe. Dla niejednej z tych kobiet to oznaczało także pierwsze w życiu badanie ginekologiczne. Trzeba mieć świadomość, że bolesne stosunki współistnieją  właśnie z bolesnym, albo nawet niemożliwym badaniem ginekologicznym, z niemożliwością włożenia tampona do pochwy, czy z ogólnym napięciem w obrębie mięśni dna miednicy. Czasami płaczę po wizytach, bo życie tych kobiet naprawdę się zmienia.

Równie wzruszające są historie terapii zakończonych upragnioną ciążą. To historie kobiet, u których pod kontem ginekologicznym wszystko jest rzekomo w porządku, podobnie zresztą jak u ich partnerów. Nikt nie potrafi wskazać przyczyny problemów z zapłodnieniem, tymczasem w trakcie naszego spotkania okazuje się, że w obrębie mięśni dna miednicy jest spore napięcie. A po pewnym czasie kobieta rzeczywiście zachodzi w ciążę…


Z jakimi innymi problemami może przyjść kobieta do fizjoterapeuty uroginekologicznego?

Dysfunkcją, z którą pacjentki często się u mnie pojawiają, jest rozstęp mięśnia prostego brzucha. W ogóle jeżeli kształt Twojego brzucha – niezależnie, czy rodziłaś czy nie, budzi wątpliwości, ćwiczysz a on wciąż nie wygląda tak, jakbyś chciała, to jest to wskazanie do odwiedzenia fizjoterapeuty uroginekologicznego. Jeśli podnosisz głowę w leżeniu i brzuch się uwypukla, robi się większy, czy pojawia się charakterystyczny stożek dosłownie pomiędzy brzuścami mięśnia prostego, powinnaś odwiedzić fizjoterapeutę. Kobiety mogą przyjść do fizjoterapeuty także z nietrzymaniem moczu, stolca, gazów i z bolesnymi miesiączkami, z dyskomfortem podczas stosunków, z brakiem satysfakcji seksualnej, ale też z każdą blizną, niezależnie czy mówimy o bliźnie po nacięciu krocza czy bliźnie po cc lub jakiekolwiek innej operacji ginekologicznej, także laparoskopowej.

Fizjoterapeutę powinnaś odwiedzić jeśli jesteś w ciąży i odczuwasz jakiekolwiek dolegliwości bólowe. Wierz mi, bóle kręgosłupa u ciężarnych nie są normalne. Podobnie jak bóle spojenia łonowego. W ogóle fizjoterapeuci kobiecy pracują z kobietami w ciąży, przygotowując ich miednicę i dno miednicy do porodu. Wskazaniem do wizyty u fizjoterapeuty uroginekologicznego są obniżenia narządów rodnych, a więc sytuacje, kiedy kobiety czują ciężar lub ciało obce w pochwie.

Diagnozę obniżenia pacjentki powinny zawsze skonsultować z fizjoterapeutami kobiecymi, nawet jeśli już zakwalifikowano je do operacji. Jeśli mamy zaparcia, hemoroidy lub na tyle często chodzimy do ubikacji, że właściwie na pamięć znamy mapę toalet w naszym mieście. To też jest problem do rehabilitacji u fizjoterapeuty uroginekologicznego.


Jak wygląda przeciętna wizyta u fizjoterapeuty uroginekologicznego?

Najpierw przeprowadzam bardzo obszerny wywiad. Bez tabu, rozmawiamy o wszystkim. Następnie koryguję postawę ciała zarówno w pozycji siedzącej, jak i stojącej. Później wykonuję badanie przez pochwę, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu kobiet jest to nowość. Powiem więcej: dla wielu pacjentek zdziwieniem jest nawet to, że proszę je o rozebranie się do bielizny, nigdy jednak nie odbywa się to wbrew kobiecie. Bardzo mi zależy, żeby pacjentki u mnie w gabinecie czuły się komfortowo, nie były skrępowane.

Więc jeżeli pacjentka nie chce się rozebrać, ja to szanuję. Choć dla mnie, z punktu widzenia fizjoterapeuty, możliwość obejrzenia pacjentki od stóp do głów jest bardzo ważne. Bo ja pracuje z całym ciałem. Czasami ustawienie stóp, miednicy, w ogóle postawa ciała – to wszystko ma wpływ na działanie mięśni dna miednicy.

Potem uprzedzam, że badanie per vaginum możemy zrobić na pierwszej wizycie, ale jeśli kobieta nie czuje się komfortowo, nie czuje się gotowa, możemy je zrobić na kolejnym spotkaniu. Podczas  pierwszej wizyty i tak mamy nad czym pracować. A pacjentka zyskuje czas, żeby nastawić się psychicznie, przygotować mentalnie do tego badania.

Potem wykonuję badanie przez pochwę. Na samym początku przeprowadzam oględziny zewnętrzne: sprawdzam jak  mięśnie dna miednicy reagują na skurcz, parcie i kichanie, sprawdzam czucie, ewentualne blizny, szczególnie po nacięciu krocza – czy są napięte, czy ciągną, czy dają jakiekolwiek objawy.

Później następuje właściwe badanie przez pochwę, w przebiegu którego potrzebuję współpracy ze strony pacjentki. Proszę ją o aktywowanie mięśni dna miednicy w sposób, który ja podpowiadam. Żebym mogła sprawdzić ich wytrzymałość, kobieta musi je zacisnąć, zassać i przytrzymać na tak długo, jak tylko potrafi. Mierzę, na ile sekund jest w stanie to zrobić. Potem pacjentka wykonuje szybkie napięcia i rozluźnienia mięśni dna miednicy, a ja sprawdzam czy wszystkie ściany pochwy prawidłowo pracują. Proszę też o zakasłanie i parcie. Przeprowadzam po prostu pełne badanie funkcjonalne dna miednicy.

Następnie pacjentka zakłada bieliznę. Sprawdzam wtedy zewnętrznie tkanki, czyli normalizuję pracę przepon, badam powłoki brzuszne, kręgosłup, miednicę, ewentualne blizny.


Na koniec dobieram ćwiczenia. Każda pacjentka po wizycie u mnie dostaje konspekt z ćwiczeniami, które powinna wykonywać w domu. To jest bardzo ważny element rehabilitacji uroginekologicznej. Wizyty odbywają się średnio co miesiąc/półtora. Jeśli kobieta ćwiczy regularnie w tym czasie, na kolejnej wizycie możemy zmodyfikować ćwiczenia i pójść krok dalej. Na tym polega rehabilitacja.

Lubię, jeśli moja pacjentka ma świadomy udział w procesie rehabilitacji. Ja ją tylko instruuję, pokazuję jak masować i rehabilitować bliznę, jak ćwiczyć. Dzięki temu efekt terapii jest wspólny, nie tylko mój. Powiem więcej: największa zasługa jest zawsze w moich pacjentkach.