Strona wykorzystuje pliki Cookies m.in. w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce - Polityka prywatności.

Irena Twierdza, kolorowy ptak internetu

Irena Twierdza, kolorowy ptak internetu

Na Jej profil trafiam przypadkiem, choć ja nie wierzę, że cokolwiek w naszym życiu dzieje się bez przyczyny. Bo to był właśnie ten moment, kiedy zastanawiałam się, co dalej. Lada moment miałam wracać do pracy po macierzyńskim, a tutaj pojawiła się okazja (mowa o FemiZone), żeby wszystko w życiu zmienić. I wtedy wyświetliła mi się ona: radosna, silna, pełna pasji. Zakochana w modzie, modą dosłownie żyjąca. Kobieta 60+, która pisze otwarcie, że w jej wieku wszystko wypada i wszystko można. Tego mi było trzeba, pozytywnego kopa. Nie mogło być więc inaczej. Skoro to „przez Nią” tu jestem, musiałam poprosić o tę rozmowę i Wam Ją przedstawić. Drogie Panie, poznajcie Irenę Twierdzę. Celebrytkę, ale w najlepszym możliwym tego słowa znaczeniu.


Irena Twierdza/zdjęcie z archiwum prywatnego dzięki uprzejmości rozmówczyni

Pani stylizacje zachwycają i to dziewczyny od dwudziestu paru lat, do tych naprawdę dobrze 60+. Przeglądam Pani profil i zastanawiam się, kim była Pani wcześniej, zanim stała się Ireną Twierdzą z Facebooka i czy moda zawsze była w Pani?

Moda – tak, moda zawsze była we mnie. Zanim stałam się Irenątwierdzą pracowałam w administracji dość dużego polskiego banku, z którego odeszłam na emeryturę.

Nie mogę więc nie zapytać, jak wyglądała Pani na co dzień? Bankowość kojarzy mi się tylko i wyłącznie z garsonką i niebieskim kolorem. I to by było właściwie na tyle mody w temacie bankowości.

Tak, obowiązywał strój służbowy, który w moich ostatnich latach pracy składał się z garsonki, białej koszulki, niebieskiej koszulki… Jednak kiedyś nie było jeszcze tak ścisłych standardów jak w tej chwili i mogłam zawsze coś tam przemycić. I była to albo jakaś koroneczka, albo jakieś wiązanie, albo na przykład sznurowanie.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Czyli w pracy musiała Pani „szmuglować” modę. A jak wyglądała Pani po pracy, w czasach sprzed internetów?

Zawsze ubierałam się inaczej. Ponieważ kiedyś byłam bardzo, bardzo szczupła, więc musiałam sobie sama szyć i zawsze było to coś, co wyglądało troszkę inaczej – a to jakaś asymetria i dłuższy tył, a to dodałam falbanę lub jak przy stroju  służbowym, dodałam coś nieoczekiwanego.

Był taki moment, że przez pracę zafascynowałam się kostiumami. Miałam chyba 30 żakietów i do tego spódniczki, spodnie czy sukieneczki. Kiedy jednak wyjeżdżałam na wakacje, stwierdziłam że nie mam nic na luzie. Był to jednak tylko krótki okres fascynacji klasyką. Wolę takie ubrania, które zwracają uwagę swoim krojem i dodatkami.


Irena Twierdza/zdjęcie z archiwum prywatnego dzięki uprzejmości rozmówczyni

Po prostu nietuzinkowe jak Pani. Ale Pani nawet zwykłe rzeczy zestawia tak, że wyglądają oryginalnie. I właśnie to sprawia, że nie potrafię sobie wyobrazić Pani w garsonce.

Garsonki początkowo były z musu, później z fascynacji. W tej chwili mam kilka żakietów, marynarek i czasami je zakładam. Dzisiejsza moda pozwala mi zaglądać także do męskiej szafy i czasem nie jest to damska, ale męska oversizowa marynarka.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

I to jest paradoks! Bo to, co Pani pokazuje na swoim profilu jest niesamowicie kobiece. Jest Pani kolorowym ptakiem internetu. Zachwyca mnie też opis na Pani profilu: „Moda dla kobiet 60+ czy nam wszystko wypada? Tak po trzykroć, tak, tak, tak!”. Chce Pani przełamywać stereotypy nagromadzone wokół wieku kobiety? Bo często odnoszę wrażenie, że choć z jednej strony coraz więcej mówi się, że wiek kobiety nie jest żadną granicą, to jednak wciąż są to jedynie piękne słowa i na tym koniec.

Jeszcze 10 lat temu zgodziłabym się, że to tylko frazes. Jednak w tej chwili kobiety 60+ doprowadziły do tego, że nie są skazane na siedzenie w domu z wnukami i szydełkowanie lub wyszywanie, tylko żyją pełnią życia. W pewnym sensie odbijają sobie to, czego kiedyś nie mogły zrobić, bo wychowywały dzieci albo opiekowały się rodzicami. W pewnym momencie kobieta dojrzewa do tego, że zaczyna być egoistką, ale w tym dobrym znaczeniu.


Irena Twierdza/zdjęcie z archiwum prywatnego dzięki uprzejmości rozmówczyni

Co to znaczy?

Szczerze powiem, że zaczęłam być egoistką po chorobie. Doszłam do wniosku, że wszystko ok, ale mam tylko jedno życie i trzeba z niego korzystać. Zaczęłam bardziej myśleć o sobie niż o wszystkich wkoło. O obiadku dla dzieci i wnuków, o wyjściu z wnukami. Nie! Wnuki mają swoich rodziców i to rodzice zajmują się wychowywaniem dzieci. Ja oczywiście też pomagam, jeśli trzeba, ale nie jestem taką babcią na zawołanie.  Babcie nie zajmują się tylko życiem dzieci, zajmują się teraz bardziej sobą. Obserwuję, że jest coraz więcej takich kobiet. Mieszkam w tym samym mieście od urodzenia i większość ludzi znam co najmniej z widzenia i zauważyłam, jak panie w moim wieku zmieniły się na korzyść, nawet w wieku 40 lat nie były tak atrakcyjne jak dzisiaj. 


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Kiedy na Panią patrzę, widzę kobietę kolorową, wolną, pewną siebie. Pewną swojej kobiecości i siły. Jest coś, co chciałaby Pani powiedzieć trzydziestoparo-, czterdziestoletnim kobietom i sobie, takiej powiedzmy właśnie 40-letniej Irenie?

Przede wszystkim, żeby kobiety były pewne siebie. Żeby polubiły siebie takimi, jakimi są. I żeby zaakceptowały siebie. Bo my ciągle walczymy, coś chcemy w sobie zmieniać, a to nie na tym życie polega. Życie polega na tym, żeby się cieszyć tu i teraz. Na pewno powiedziałabym sobie, że bardzo ważne jest życie rodzinne, ale trzeba też dążyć do tego, by się realizować w tym co się lubi robić. Nawet czasami kosztem rodziny. Bo jeżeli człowiek jest szczęśliwy, spełniony, to to promieniuje na całą rodzinę.


Irena Twierdza/zdjęcie z archiwum prywatnego dzięki uprzejmości rozmówczyni

Pani promienieje i promieniuje z interentów. To jest niesamowite.

Ale w intrenecie jest mnóstwo takich kobiet „promieniujących” (śmiech). Ja zaczęłam od tego, że obserwowałam profil Trendystki. Prowadzą go dwie wspaniałe Panie – jedna w moim wieku, druga młodsza. Prezentują modę bez zbędnych opisów. Ściągają nowinki modowe i je pokazują, pokazują też modę prezentowaną przez okrąglutkie panie, szczuplutkie panie, te starsze i te młodsze, po prostu różne. Bardzo mi się to spodobało. Nie stawiały granic w stylu: masz sylwetkę w kształcie litery V, więc możesz się ubierać tylko w takie i takie ubrania.

Nie chcę obrazić stylistek, uważam jednak, że w tym co się ubiera, trzeba przede wszystkim dobrze się czuć. Właśnie współczesna moda nam na to pozwala, bo przełamuje stereotypy. Ubieramy się w obszerne rzeczy, luźne rzeczy, co kto lubi. Jest tak, że niska pani ciekawie w nich wygląda i wysoka też. Bo jak kobieta się uśmiecha, to jak to mówią – worek założy i też będzie dobrze wyglądać. Musi być po prostu szczęśliwa, spełniona.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Tak! Bo to, jak wyglądamy zależy wbrew pozorom przecież nie od tego, co mamy na sobie, ale od tego, co jest w środku, w nas. A co się zmieniło w Pani życiu, odkąd prowadzi Pani profil? Coś w ogóle się zmieniło?

Praktycznie nie, ale zacznę od początku. Już wcześniej wnuki i dzieci podpowiadały mi, żebym założyła profil, bo zawsze ludzie zwracali uwagę, że ubieram się troszeczkę inaczej, ciekawie. Bywało, że obcy ludzie na ulicy pytali, gdzie się ubieram. Nigdy jednak nie miałam nastroju do tego, żeby pomyśleć o założeniu bloga. Przyszła jednak pandemia, która wszystkich nas troszeczkę zdołowała. Muszę przyznać, że to zamknięcie w domu dla mnie było straszne. Mieszkam z całą rodziną i nie doświadczyłam samotności. Ale samo to, że nie mogłam wyjść do ludzi, nie mogłam posiedzieć w kawiarni, strasznie mnie zdołowało. I wtedy właśnie trafiłam na profil Trendystek. Tam podjęłam pierwsze próby stylizacji. To pod ich postami wrzucałam swoje pierwsze zdjęcia. W pewnym momencie doszłam do wniosku, że warto by było założyć własną stronkę na Facebooku, żeby podzielić się tym, co robię i mieć przy okazji zajęcie. Dzieci mnie do tego zachęcały, wnuk założył mi stronę i tak się zaczęło. To pomogło mi wyjść z tego pandemicznego dołka. W pewnym momencie nawet nie chciało mi się nigdzie wychodzić. Nie była to depresja, ale był strach przed chorobą, przed tym, że może mi się coś stać, że mogę zarazić rodzinę. A przez tę moją stronę otworzyłam się i zaczęło się już normalnie dziać.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Jaki był odzew po pierwszych publikacjach?

 Pierwsze swoje publikacje miałam na grupie SZYCIE ONLINE. I to tam po wielu miłych komentarzach ostatecznie przekonałam się do założenia własnej strony. Swojego czasu uszyłam kilka ciekawych ciuszków i wrzuciłam tam te swoje, jak tam mówimy, uszytki. Pod tymi postami miałam nawet po 800, a rekordowo 1500 lajków. To też mnie bardzo nakręciło. Ciekawe jest to, że bardzo szybko przybywało mi obserwujących. W tej chwili, po roku, mam ich ponad 3000. Od niedawna wrzucam też zdjęcia na Instagram, jednak wolę Facebook.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Dlaczego? Chodzi o kontakt z ludźmi?

Tak, na Facebooku mam już swoje fanki.

Ma pani wyznawców! Fanki to o nich za mało!

Fajnie powiedziane! (śmiech)

Domyślam się, że Pani szafa jest przepastna...

Jest, nie zamyka się! Zamierzam posprzedawać te moje rzeczy, bo jest tego ciut za dużo.

Bezczelnie zapytam: ma Pani szafę czy pokój na ubrania?

Mam szafę na ubrania i ubrania poza szafą (śmiech), bo trochę poszalałam. Ale to też wynika z czegoś. Dorastałam w czasie, gdzie wszystko trzeba było zdobywać, niczego nie było. Miałam jedną parę butów, jedną spódnicę i góra 3 sukienki na lato – to było w czasach, gdy jeszcze nie szyłam dla siebie. Myślę, że chomikowanie ciuchów – a mam ubrania nawet sprzed 10-15 lat, wynika właśnie z tego, że kiedyś ubrania nie były tak dostępne jak są teraz.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Teraz w sklepach rzeczywiście jest dosłownie wszystko, a mimo to Pani dużo rzeczy wyszukuje second handach, które wydaje mi się, są trochę zapomniane. Pani na nowo je odczarowuje.

Właśnie o to mi między innymi chodziło przy tworzeniu tej mojej strony – nie trzeba mieć olbrzymich pieniędzy, żeby się ciekawie ubrać. Trzeba tylko mieć wyobraźnię! Mam koleżanki, które lubią ze mną chodzić do tych sklepów, bo one widzą jakiś pognieciony ciuszek, a ja, że to coś ekstra. Kupuję, prasuję, coś tam czasami poprawiam i wychodzi z tego naprawdę fajna rzecz.


Irena Twierdza/zdjęcia z archiwum prywatnego dzięki uprzejmości rozmówczyni

A jak ocenia Pani modę kobiet w swoim wieku? Kiedy patrzę na moją mamę, jestem z niej dumna – ma odmienny styl niż Pani, ale uważam, że ubiera się z klasą, wyczuciem, modnie. W ogóle coraz częściej zauważam, że kobiety 60+ ubierają się inaczej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Przede wszystkim przestały zakładać na siebie wory pokutne.

I spódnice na gumce, które zawsze kojarzyły mi się z paniami w moim wieku! Tak, tak! To prawda, że jest teraz dużo pań, które ubierają się modnie i ciekawie.

Zauważyłam, że kobiety, które mają córki, dłużej są młode i są atrakcyjniejsze. Chyba córki podpowiadają czasami, że coś tam nie wypada, że coś już jest passe. A ja mam dwie córki (śmiech) i ma mi kto podpowiadać.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Skąd Pani bierze inspiracje? Jest ktoś, kogo od lat Pani obserwuje?

Rok temu nie przeglądałam internetu w poszukiwaniu mody. Zawsze ubierałam się tak jak czułam. Pewnie, że coś tam mi błysnęło, gdzieś tam zaglądałam, do jakichś żurnali, ale nie miałam nigdy idoli. Od jakiegoś czasu obserwuję Iris Apfel. Ma 99 lat! To dla mnie kolorowy ptak, cudowna osoba, no jestem pełna zachwytu nad nią i nad tym, co prze tyle lat sobą prezentowała i prezentuje. Ale na nikim się nie wzoruję. Robię to, co mi w duszy gra. Jedynie, jak wspominałam, śledzę Trendystki. Zawsze przeglądam ich nowe posty. Mam też kilka koleżanek, z którymi wymieniamy się inspiracjami. Wspólnie się komentujemy.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Spotkała się Pani z negatywnymi komentarzami pod swoimi publikacjami? W internecie jest masa kobiet, które się wspierają i które są w nieustannym zachwycie nad drugą kobietą, która potrafi coś zrobić, zawalczyć o siebie i całe szczęście jest nas coraz więcej. Jest jednak i spora grupa kobiet, które nie mogąc wybić się z tego, co je dusi, tłamszą inne kobiety. Szczególnie mocno widać to w internecie, gdzie obraźliwe, złe słowa możemy wypowiadać anonimowo (a przynajmniej tak nam się wydaje).

Powiem szczerze – miałam dosłownie może trzy takie komentarze, które były nieprzychylne i jeden z nich był mocniejszy, ale ja nawet nie zdążyłam na nie odpowiedzieć, bo moje fanki…

Pani armia!

Tak, moja armia (śmiech), tak zdruzgotała ich autorki, że już się więcej nie pokazały.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Bo to nie jest miejsce dla złych emocji i słów, nie Pani profil.

Bardzo mnie to cieszy, ale zauważam, że jest już coraz mniej takich sytuacji w internecie. Nie wiem, może przez pandemię ludzie się trochę na lepsze zmienili? Jeżeli jest mowa o wierze, o polityce, to już się zaczynają utarczki, ale moda? Myślę, że to jest już taki inny dział życia, gdzie można poszaleć i ludzie mają tu inne podejście.

Często na Facebooku czy Instagramie ktoś pokazuje siebie i to, co robi. Jak mi się nie podoba, to omijam i nie komentuję. A jak mi się podoba, wrzucam lajka albo miły komentarz. Po co komentować kogoś, kto myśli inaczej, ubiera się inaczej, pokazuje coś w sposób, który może mi się nie podobać?  Jest grono osób, którym to odpowiada i tyle. No ale niestety, a może właśnie stety – super, że jesteśmy różni. Każdy z nas jest inny, każdy szuka wśród swoich znajomych czy przyjaciół takich osób, które na przykład na modę patrzą w podobny sposób. I to jest fajne.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Czy dostaje Pani informacje zwrotne od kobiet – w różnym wieku, że Pani nie robi tylko modę a coś jeszcze? W moim odczuciu Pani dodaje kobietom odwagi, robi prawdziwa rewolucję. Pani mówi kobietom zarówno w swoim, jak i w moim wieku, żeby szły po swoje.

Tak, miałam parę takich wiadomości – że zmieniam spojrzenie na wszystko, że dodaję energii, radości…  Były też takie komentarze, że otwieram Facebooka i jest pani Irenka, i już jest radość. Jest Irenka i już mam naprawiony dzień, chociaż miałam jakiś stres. Jest Irenka i jest myśl, że mimo wszystko można przeć do przodu. Bo przecież trzeba żyć i to radośnie!

Ja też nie mam codziennie pięknego dnia. Jestem w takim wieku, że wiecznie coś tam boli, coś dokucza i pomimo wszystko wstaję, ubieram się, idę na kijki, albo na miasto, do znajomych lub na kawę do kafejki. Ciągle mam jakieś zajecie: to wyszywam, to szyję, ciągle coś gdzieś…


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

I ma Pani piękny ogród…

Ogrodem zajmuje się mąż, to jego pasja.

A właśnie, jak do  Pani pasji odnosi się mąż? Macha ręką i mówi: a rób kobieto co chcesz! Czy wspiera cały sercem?

Nie przeszkadza! (śmiech)

Ten profil robi Pani bardziej dla siebie czy jednak z poczuciem misji, że zmieni Pani obraz kobiet 60+?

Początkowo było bardziej dla siebie, a teraz już właściwie, po komentarzach, stwierdziłam, że to pomaga innym, wiec warto dalej robić w taki radosny sposób modę.

Ma Pani plan na ten profil czy słucha Pani swoich fanek i przygląda się temu, co życie przynosi?

Patrzę, co życie przynosi.


Irena Twierdza/zdjęcia z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Pani mama też była kolorowym ptakiem? Pasję do mody wyssała Pani z mlekiem matki?

Mama była cudowną osobą, roztańczoną, rozśpiewaną! Szyła, wyszywała, robiła piękne rzeczy na szydełku. Była bardzo lubianą osobą. Niestety bardzo szybko zmarła – miała 44 lata, a ja miałam wtedy tylko 14 lat. Zabrakło mi tych najpiękniejszych chwil z nią, kiedy dorastałam i gdy bardzo jej potrzebowałam. Ale zostawiła mi w genach wszystkie takie manualne ciągoty, ta moja dusza artystyczna, to jest właśnie po mamie. Bo tata był człowiekiem twardo stąpającym po ziemi. A mama była wesoła, potrafiła śpiewać i ruszać się tanecznie po kuchni w trakcie przygotowywania obiadu. Tak jak ona, lubię śpiewać i tańczyć. Musze się pochwalić – chodzę na taniec brzucha.


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

Wow! Super!

Tak, taka szalona ta babcia Irenka! Niestety…

Nie niestety! Kilka lat temu miałam wielką przyjemność poznać kobiety 40+ uprawiające belly dance i było to jedno z tych doświadczeń, które zmieniły moje myślenie o kobiecie i kobiecości. Byłam też obecna przy kobietach biorących udział w projekcie Miss 60+. Kobietach dużo, dużo starszych od mnie, które jak się okazało, miały w sobie przede wszystkim dużo więcej ikry niż ja i moje koleżanki razem wzięte. To było trzeźwiące!

Powinni gdzieś przymusowo zamykać takie młode osoby z tymi 60+. Żeby tak jedne, jak i drugie mogły się przekonać, jak można wspaniale się dogadać. Mam mnóstwo koleżanek dużo młodszych ode mnie, są w wieku moich córek. To moje przyjaciółki, do których lubię podjechać i tak po prostu pogadać. Dużo młodsze ode mnie osoby, ale mamy tyle wspólnych tematów! Często słyszę czemu ja nie potrafię w ten sposób rozmawiać z mamą, a z przyjaciółką w wieku mamy można o wszystkim porozmawiać?

Może jakiś projekt zrobimy? „Przymusowe zamykanie  60+ z 20-stkami”? (śmiech).  


Irena Twierdza/zdjęcie z prywatnego archiwum dzięki uprzejmości rozmówczyni

To mogłoby nas nauczyć akceptacji swojego ciała na różnych etapach. Tak mi się marzy, żeby właśnie profil FemiZone był takim miejscem, gdzie kobiecość nie ma terminu ważności. Gdzie kobieta naprawdę nic nie musi, a wszystko może. Gdzie można się spotkać pomimo różnic.

Jeśli jest pasja, to się Pani uda. Ja teraz bawię się modą, robię sobie sama zdjęcia i jestem happy. To moja pasja.